Czerwona dioda, która kosztuje
Telewizor, dekoder, konsola, ładowarka, ekspres z podświetlanym wyświetlaczem — każde z tych urządzeń pobiera prąd nawet wtedy, gdy z niego nie korzystamy. Pojedynczy sprzęt to grosze, ale w przeciętnym mieszkaniu takich punktów jest kilkanaście i razem potrafią zsumować się do 50-100 złotych rocznie.
Najwięksi cisi pożeracze
- Dekoder telewizyjny: często pobiera niemal tyle samo wyłączony, co włączony.
- Konsola w trybie szybkiego startu: potrafi ciągnąć kilkanaście watów przez całą dobę.
- Stary router i sprzęt audio: grają w tle, choć nikt ich nie słucha.
- Ładowarki bez telefonu: zużywają mało, ale gdy wiszą w kontakcie cały rok, też się liczą.
Jak to sprawdzić u siebie
Najprościej kupić tani miernik energii, który wpina się między gniazdko a wtyczkę i pokazuje pobór w watach. Po kilku dniach widać czarno na białym, co warto wypiąć. Bez miernika wystarczy zasada kciuka: jeśli urządzenie świeci diodą, wyświetla godzinę albo jest ciepłe w dotyku mimo wyłączenia — pracuje.
Listwa z wyłącznikiem zamiast biegania po kontaktach
Zestaw RTV przy telewizorze najlepiej podpiąć do jednej listwy z włącznikiem. Jeden ruch na noc odcina prąd od telewizora, dekodera i konsoli naraz. Sprzęty, które muszą działać ciągle — lodówka, router potrzebny do inteligentnych urządzeń, czytnik prądu — zostawiamy w spokoju.
Czego nie warto wyłączać
Nie ma sensu codziennie odpinać sprzętu, który ma własne zegary i ustawienia tracone po odcięciu zasilania, ani lodówki czy zamrażarki. Cel to wyłapanie tych kilku urządzeń, które ciągną prąd zupełnie bez powodu. To kwestia jednorazowego przeglądu mieszkania i jednej listwy, a nie codziennego pilnowania kontaktów.